CZEGO UCZY COVID?

Pandemia daje nam srogie lekcje. Śmierć sprawia, że jest to nauka pełna najwyższej dramaturgii. Bezdyskusyjnie. Poświęcę temu jedną ze swoich lekcji, ale ze względu na jej powagę – nie chcę zaczynać akurat od tego, co najważniejsze.

Przede wszystkim jednak w tej szkole, ktora zafundował nam COVID, każdy przechodzi indywidulany tok nauczania.

Ja sama w pierwszej kolejności piszę o lekcjach, ktore Covid daje nam niejako przy okazji – i paradoksalnie, gdybyśmy chociaż trochę chcieli „się podciągnąć’’ – byłoby z tych lekcji nie tylko sporo pożytku dla nas wszystkich w tzw. życiu społecznym czy wspolnotowym, ale nawet sporo przyjemności.

Raz jeszcze podkreślam – nie umniejszam tragedii, ktorą COVID ściągnął na miliony ludzi na świecie. Żyję jednak w przekonaniu, że każde zdarzenie, jak i to, co wydarzyć się miało, ale nie zdołało – niosą ze sobą naukę, ktorej warto poświęcić chociaż trochę uwagi. COVID uczy więc, wg mnie, zmiany nawykow, dając szanse na porzucenie nawykow dysfunkcyjnych, zmienia percepcję czasu, uświadamia bezsens obrastania w przedmioty, zachęca do terapii pracoholikow i zakupoholikow, rzuca nowe światło na całe nasze życie i to otwiera puszkę pandory – zagrożenia są przygnebiające. Może też ujawniać zalety rożnych rozwiązań i osob, o ktore ich nie podjerzewaliśmy, bo i samych siebie chwilami nie poznajemy.

Nauki z pandemii nie pomieści wikipedia i nie obejmie żaden plan.

Tak się jednak składa, że zdecydowana większość, a przynajmniej te lekcje, ktore ja wyciągam, wpisują się zgrabnie w stoicki mindfulness albo w uważny stoicyzm. Ta filozofia sprawiła, że moje życie kiedyś stało się bardziej znośne, a dzięki praktyce medytacji mindfulness i filozofii stoikow – w sumie bardziej znośne jest cały czas. Nieraz nawet wydaje mi się, że jest zdrowsze, mądrzejsze i szczęśliwsze, no ale może nie ma co popadać w nadmierny optymizm.

Na pierwszy ogień idzie lekcja DOTYK, czyli 10 RAZY MOCNIEJ